Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wig 20. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wig 20. Pokaż wszystkie posty

20 lut 2010

Koniec korekty wzrostowej? - 20022010

W dniu w którym pisałem poprzedniego posta otworzyłem pozycję S z samego rana. Ładny ruch, który potem nastąpił dał do dna 200 punktów, a samą transakcję zamknąłem stopem inkasując zysk ok 140 punktów. Później jak widać na wykresie mieliśmy do czynienia z odbiciem, które wyprzedanemu rynkowi należało się.
Sytuacja teraz jest nieco mniej jednoznaczna niż poprzednio, mimo to sądzę, że czeka nas kolejny ruch w dół i w piątek pod koniec sesji zająłem ponownie pozycję S. Tym razem ustawiam ciasno zlecenie stop loss na 1305 punktów. Dlaczego tak, a nie inaczej?
  • Sytuacja techniczna przemawia za tym, że trend zmienił się na dobre. Średnie są już w układzie bessy, a analiza wsparć i oporów pokazuje, że rynek domknął lukę z ostatnich spadków, odwrócił się i pokonał linię mikrotrendu wzrostowego. Oczywiście takie linie zawsze rysuje się trochę nieobiektywnie. Wiem o tym. Ale domknięcie luki i odwrót z niej, to zwykle bardzo mocno sprawdzalna przesłanka za kontynuacją trendu. Poza tym sygnałów jest kilka.
  • Amerykański FED podniósł część stóp procentowych. Niby nie ma to bezpośredniego wpływu na Polskę, ale raczej nie jest to sygnał do zakupów. W dłuższym okresie część kapitału odpłynie z giełd, a decyzja FED może oznaczać zmianę polityki tej instytucji i powró do podwyższania stóp procentowych.
  • Zwyżka odbyła się na niskich obrotach. Jedynie pojedyncza - środkowa świeca miała duże obroty. Pomimo że czerwona nie oznacza jednoznacznie złego sygnału. Taka świeca mogła być dniem kluczowego odwrotu, czyli swego rodzaju przesileniem i sygnałem, że pozycje kupujących i sprzedających spotkały się. Jednak wzrost który się potem rozpoczął był kontynuowany przy małych obrotach.
  • Jeśli trend zmienił się w obliczu średnioterminowym, to mieliśmy dwa ruchy spadkowe po których często występuje trzeci. Istnieją również teorie o lukach mówiące, że w trendzie spadkowym występują zwykle trzy. Dwie już mieliśmy.
  • Przekroczenie poziomu 2300, który jest nieco powyżej luki zanegowałoby całe to rozumowanie. Dlatego stop jest w tym miejscu i jest to miejsce w którym poważnie trzeba będzie rozważyć K jeśli do niego dotrzemy.
Jak zwykle zastrzeżenie: na giełdzie nie ma pewniaków a jedynie prawdopodobne scenariusze. Kreski można rysować sobie nieobiektywnie oraz tak samo interpretować informacje. Jednak osobiście wydaje mi się, że solidne S jest teraz najbardziej prawdopodobne. A jak to mówią w reklamie pewnej hazardowej gry "żeby wygrać, trzeba grać" (która to gra dla odmiany od giełdy jest czysto losowa i w której nie da się zwiększyć swoich szans rozsądną analizą).

2 lut 2010

Uwaga, możliwa zmiana trendu - 01022010

Pod względem technicznym WIG 20 zaczął wyglądać dość niekorzystnie. Ostatni szczyt był niewiele ponad poprzednim i został uzyskany przy nienajwyższych obrotach. Odwrót od szczytu naruszył z kolei wyraźnie półroczną linię trendu wzrostowego. W momencie gdy testował tą linię obserwowałem go uważnie czekając czy nie odbije się od niej dając sygnał do ponownej wizyty na poziomie 2500 punktów. Teraz jednak bardziej prawdopodobny scenariusz to spadki do conajmniej 2200. Uwaga - średnie jeszcze nie przecięły się więc nie można mówić o zmianie średnioterminowego trendu, dlatego nie jest to żaden jednoznaczny sygnał na S, a jedynie wskazanie aby mocniej obserwować giełdę, bo może zdarzyć się spory ruch. Moim zdaniem wszystko wskazuje na to, że zbliżają się ku końcowi trwające już rok wzrosty i nadchodzi spora korekta a może kto wie - nawet kontynuacja spadków. Jak głęboko mogłaby spaść giełda gdyby ten scenariusz się sprawdził? Sądzę że co najmniej do poziomu 1800, gdzie leży dno z lipca 2009. Ale na giełdzie jak to na giełdzie - możliwe jest wszystko, a to co piszę to co najwyżej najbardziej prawdopodobna z opcji, tak więc zalecam rozwagę.

26 lis 2009

Niech żyje prostota

Po wypróbowaniu wielu różnych technik gry na giełdzie postanowiłem przejść do prostszych metod. Nie jakieś skomplikowane wskaźniki, nie zaawansowana analiza techniczna, która najczęściej jest życzeniowa, nie analiza fundamentalna, która często jest wątpliwa i opóźniona. Prosta i mam nadzieje skuteczna metoda: trailing stop loss + dwie średnie ruchome.

Dlaczego akruat tak? No cóż, niektórzy twierdzą, że zmiany cen na giełdzie są czysto przypadkowe. Gdyby tak byłoby to z całą stanowczością twierdzę, że nie istniałaby żadna, zupełnie żadna strategia która dawałaby nam choć cień przewagi i gra na giełdzie byłaby czystym hazardem jak ruletka. Jednak nie wierze w tzw teorię random walking. Są dwa czynniki, które wg mnie wpływają na to iż na giełdzie, uwaga: ISTNIEJĄ TRENDY. Te dwa słowa są kwintesencją tego co sądzę obecnie po kilku latach obserwacji giełdy na temat zmian cen. A czynniki, które powodują powstawanie trendów to wg mnie:
  • Cykle gospodarcze - hossy i bessy w realnej gospodarce.
  • Psychologia tłumu, która każe przeżywać ludziom irracjonalne strach i chciwość.
Istnienie trendów można z zyskiem eksploatować wyłącznie przy pomocy losowego wchodzenia na rynek z użyciem tzw. trailing stop loss (czyli zlecenia obronnego rosnącego wraz z ceną waloru) o ile wchodzi się w dwie strony: na krótko i na długo. Kiedyś, gdy będę mieć czas przedstawię na to dowód - to da udowodnić się matematycznie.
Mimo wszystko taka taktyka może dawać jednak długie ciągi strat i nie być na tyle zyskowną by opłacało się ją stosować, dlatego zamiast wchodzić w ciemno, warto jest IDENTYFIKOWAĆ AKTUALNY TREND. Do tego posłuży mi informacja o przecięciu się dwóch średnich ruchomych: SMA 30 i SMA 45. Jeśli ta pierwsza jest powyżej drugiej, tzn. że mamy krótkoterminowy trend wznoszący ponieważ ostatnie średnia z 30 cen waloru jest wyższa niż z 45. Jest to prosta i bezpiecnza metoda. A że czasem będzie spóźniona? Trudno, lepiej czasem stracić, ale mieć prostą, skuteczną i obiektywną metodę niż przy pomocy różnych wróżb z fusów próbować celować w górki i dołki. Z doświadczenia wiem już, że to się raczej nie udaje.

Tak więc założenia systemu, który mam zamiar wdrożyć od grudnia są następujące:
  • Gram w dół i górę przy pomocy kontraktu terminowego na WIG 20 (ważna płynność i możliwość gry w dwie strony). Ze względu na koszt jednego kontraktu ok 24000zł inwestuję kapitał ok 20000zł żeby nie lewarować.
  • Ustalam trailing stop loss na poziomie 100 punktów, co daje ok 5%.
  • Wchodzę na długo lub na krótko gdy średnie SMA 30 i SMA 45 przetną się i utrzymają po przecięciu conajmniej sesję (ponieważ czasem w trendzie bocznym średnie oscylują między sobą i traciłbym pieniądze na prowizję przy nietrafnych sygnałach)
  • Po wyjściu przez SL jeśli średnie nie zmieniają swojej wartości czekam aż kurs odwróci się i pokona mój SL o conajmniej 50 punktów. To oznacza, że jeśli przypadkiem sprzedam w korekcie to odkupię kontrakt przy ponownym odbiciu w górę. Dopóki ono nie nastąpi czekam na zmianę trendu.
Uff, system miał być prosty, a i tak wyszły z tego aż 4 punkty. Ale sądzę że jest zrozumiały i uda mi się go stosować niemal mechanicznie i z zyskiem.

13 lis 2008

Moje błędy cz. 1

Zbliża się już chwila, gdy na moim rachunku w biurze maklerskim znajdzie się suma 10 tys. zł. Punkt ten uznaję za symboliczny moment zakończenia nauki i rozpoczęcia gry nieco bardziej poważnie. Oczywiście nie będzie to oznaczać przykładania wagi wyłącznie do stopy zwrotu - systematyczne oszczędzanie i zasilanie konta nowymi sumami nadal będzie istotną częścią budowy mojego kapitału. Chciałbym jednak na operacjach giełdowych co najmniej nie tracić, a lepiej byłoby zarabiać.

Okres nauki, to okres powolnej akumulacji kapitału i niestety strat. Ponieważ grałem zawsze za niewielką część dumy pozostającej mi do dyspozycji, to sumaryczne straty nie są dramatyczne. W trakcie tych 18 miesięcy straciłem łącznie ok 2 tys. zł. Nie boleję nad tym specjalnie - traktuję to jako koszty nauki. Trudno oczekiwać w życiu aby jakakolwiek cenna nauka była darmowa. Poza tym co prawda dokładna stopa zwrotu jest trudna do wyliczenia, bo wartość kapitału podlegała dużym zmianom ze względu na częste i nieregularne zasilenia, ale w dużym przybliżeniu wynosi strata wynosi ok 25-30%, co jest i tak niezłym wynikiem w porównaniu do np. WIG20, który od szczytu stracił ok 55-60%. Niestety wiele moich zagrań było kiepskich i trzeba nad nimi się chwilę zastanowić i wyciągnąć wnioski. Niektóre z nich spowodowane były zbyt małą wiedzą i doświadczeniem, ale wiele to problemy psychologiczne. Te ostatnie błędy trudniej jest wyrugować, ale cały czas pracuję nad sobą i staram się je eliminować.

W tym artykule przedstawię ogólnie rodzaje błędów, które popełniłem w ciągu ostatniego półtorej roku. Ich opis i wnioski jakie z nich wyciągam być może pomogą niektórym czytelnikom uniknąć powtórzenia tego samego. W kolejnym wpisie mam zamiar opowiedzieć bardziej dokładnie o kilku moich najgorszych transakcjach.

  1. Błąd długiego terminu, czyli jak krótkoterminowe spekulacje zmieniają się w długoterminowe "inwestycje". Stare powiedzenie giełdowe mówi, że "inwestor długoterminowy to po prostu taki spekulant, który nie sprzedał swoich akcji na czas". Coś w tym jest, chyba prawie każdy odczuł to kiedyś na swojej skórze. Gdy uparcie czeka się aż kurs się odwróci ("Przecież musi się odbić, bo..." - tu wstaw listę swoich argumentów) i nie dopuszcza się myśli o zrealizowaniu 5-15% straty (bo przecież szkoda pieniędzy), to często zostaje się z akcjami na długo i patrzy się na kolejne spadki aż do tego punktu w którym dalsze straty przestają przerażać i już nie zwracają na siebie uwagi. Wydaje mi się, że ten moment to strata 50% sumy zainwestowanej w dany walor. Wytłumaczę o co mi chodzi z tym, że kolejne straty już nie przerażają... Gdy straciliśmy połowę, to kolejny spadek ceny akcji o 50% oznacza dla nas już tylko 25% wejściowego kapitału. Dlatego tracimy coraz mniej. Co za różnica jednak skoro roztrwoniliśmy większość zainwestowanych pieniędzy i aby się odegrać musielibyśmy trafić na ponad 100% zysk! Straty trzeba ciąć jak najszybciej. Staram się teraz wciąż to sobie powtarzać. Nieważne, że jakaś teoria rynkowa ma mocne podstawy, jeśli zaczyna się nie sprawdzać, to nie dajemy jej już więcej szans tylko TNIEMY STRATY!. Taka z tego nauka. Na tym błędzie straciłem chyba najwięcej choć takich transakcji było tylko kilka. Dobrze też, że grałem zawsze tylko za małą część kapitału.
  2. Błąd kuchenny, czyli nie łap spadających noży. Szukanie dołków i szczytów, w których trend się odwróci jest bardzo kuszące. Jeśli się trafi w taki dołek i potem w szczyt, to może być to bardzo zyskowna transakcja. Tylko ile jest transakcji nieudanych... Przy łapaniu dołków można przeżyć tylko jeśli się tnie straty. Inaczej nasz kapitał umrze dość szybko (patrz punkt1). Jednak ciągłe i uporczywe wchodzenie "pod prąd" może skończyć się długą i bolesną serią małych strat. Małych, ale drenujących portfel. W końcu co jest bardziej prawdopodobne: zmiana trendu, czy jego kontynuacja? Zależy to oczywiście trochę od rodzaju trendu (długo- czy krótkoterminowy), ale jednak prawie zawsze kontynuacja jest bardziej prawdopodobna. Są przejściowe okresy, w których kierunek trendu jest niepewny, ale przez większość czasu trend jest jasny. Na przykład: obecny spadkowy trend mógł w sierpniu 2008 wydawać się jeszcze tylko korektą wzrostów, ale już w grudniu 2007 można było zidentyfikować go jako spadkowy. A jeśli ktoś nadal nie był pewien wtedy, to czy mógł mieć wątpliwości w sierpniu 2008? Wystarczy rzut oka żeby powiedzieć, że nie. Skąd więc zaskoczeni w październiku? Łapanie dołków to głównie problem psychologiczny. Wiąże się to też z chęcią ciągłego bycia na rynku i ciągłego zarabiania. Dlatego dobrze jest używać instrumentów pozwalających grać zarówno na wzrosty jak i na spadki. Wtedy łatwiej jest wyzwolić się z manii łapania dołków i grać z trendem. To była jedna z recept w moim przypadku. Po wielu długich seriach małych strat spowodowanych próbami łapania dołków oswoiłem się z opcjami (a obecnie oswajam się z kontraktami terminowymi), co spowodowało zmniejszenie ilości transakcji "łapiących noże". Nadal niestety łamię się czasem i wiem, że wciąż muszę nad sobą pracować.
  3. Błąd toksycznych praw poboru, czyli o tym, że trzeba wiedzieć w co się inwestuje. Inwestując w jakiś papier trzeba wiedzieć z czym wiąże się jego zakup. Dobrze znać reguły gry (chociaż większość) zanim zacznie się grać! Raz na przykład kupiłem prawa poboru (bo były za 1 grosz i myślałem że to świetna okazja) nie sprawdzając, że za 3 dni kończy się obrót nimi. Przez te 3 dni nie udało mi się już ich sprzedać i musiałem za karę kupić przypadające na nie akcje (aby nie stracić wydanych pieniędzy), choć wcale nie chciałem ich mieć. Z kolei zanim nowe akcje weszły do obrotu kurs spółki znacznie spadł i ostatecznie straciłem na tym więcej niż wartość tych praw poboru... Z innych rzeczy, które warto wiedzieć, to płynność waloru, mnożnik czy wielkość pakietu (kontrakty), termin wygasania (kontrakty, opcje), planowane splity i emisje akcji itp. Zanim wejdzie się choćby krótkoterminowo w jakieś akcje koniecznie należy sprawdzić takie informacje! Jeszcze lepiej jest wyznaczyć sobie kilka - kilkanaście walorów, śledzić je i inwestować tylko w nie. Przy okazji oszczędzimy sobie nieco szumu informacyjnego. Ta zasada jest zdrowa niezależnie od tego czy używamy AT, czy AF. Tej klasy błędów nie popełniłem wiele razy, jednak kosztowała mnie sporo. Natomiast uniknąłem tego typu problemów w inwestowaniu w fundusze inwestycyjne (po przeczytaniu regulaminów i zastanowieniu się nad ideą TFI zaraz skreśliłem je na zawsze, będzie jeszcze o tym wpis na blogu) oraz w opcje (opcje postrzegane są jako coś niezwykle skomplikowanego, toteż od razu podszedłem do nich analitycznie najpierw wymyślając kilka pasujących mi strategii i testując je, a następnie konsekwentnie używając ich - opcje w takich warunkach okazały się proste i zyskowne).
  4. Błąd stadny, czyli unikaj owczego pędu. Nigdy specjalnie nie interesowały mnie sugestie tzw. analityków czy porady "dobrze poinformowanych" na forach dyskusyjnych. Jednak jeden raz dałem się ponieść owczemu pędowi i magii nowości. Był to debiut rynku New Connect. Już pierwszego dnia rzuciłem się do kupowania akcji, aby nic mi nie umknęło (dałem się nabrać na mit odjeżdżającego pociągu). Założyłem przy tym od razu, że na tym rynku zmienność będzie zapewne duża więc nie powinienem się przejmować chwilowymi wahaniami. Zmienność była faktycznie duża, tyle że głównie w dół, a takie podejście sprowokowało błąd numer 1. Patrz też błąd numer 6 - płynność na tym rynku spadała całe tygodnie począwszy od przyzwoitej pierwszego dnia do bliskiej zeru po pewnym czasie (nie licząc spółek, które akurat debiutują). Malejące obroty udowadniają z resztą, że nie tylko mnie poniósł owczy pęd. Co do rynku NC to sprawa jest prosta: zarabiają głównie emitenci i ci co mają akcje przed debiutem. Wiele firm na tym rynku to krzaki, a w najlepszym razie są one kilku- (albo kilkunasto-) krotnie przecenione. Sens wchodzenia w ten rynek pojawi się dopiero gdy większość spółek spadnie o 95% i zacznie się ogólny trend wzrostowy na GPW.
  5. Błąd groszowy, czyli magia małych i dużych liczb. Wszyscy znamy te spółki z akcjami po kilka groszy: kupię po 3 grosze, sprzedam po 4 i mam 33% zysku... Nawet jeśli w kolejce trzeba stać 2-3 miesiące, to i tak super zysk! W praktyce nie jest to takie różowe a duża zmiana staje się mieczem obosiecznym. Równie dobrze może okazać się, że trzeba będzie sprzedać po 2 grosze. Szczególnie w okresie bessy powinno się dwa razy dobrze zastanowić zanim kliknie się przycisk "kupuj". Kupić jest łatwo, sprzedać trudniej. A kto nie wierzy, niech sprawdzi historię Mewy - dziś nie da się jej sprzedać za 1 grosz... Ogólnie mówiąc, to o ile w czasie hossy może mieć sens kupno "groszówek" za jakąś małą kwotę, o tyle w czasie bessy trzeba się trzymać od tego z daleka. Tak, czy inaczej, trzeba też mieć świadomość, że jest to w praktyce czysty hazard.
  6. Błąd pływacki, czyli płynność jest potęgą. Często jest tak, że szukając dobrej okazji przeglądamy wykresy dziesiątków spółek, aż w końcu trafiamy na jakiś obiecujący, który daje nadzieję na wzrost. Spółeczka jest mała i niewiele o niej wiemy, ale właśnie wystrzeliła 20% w górę i mamy nadzieję na kolejne powiedzmy 50%. Kupujemy, ale ostrożnie. Zakładamy, że jak spadnie o 10% to natychmiast sprzedajemy. Niestety wyskok był fałszywy, spółka spada jak kamień z powrotem do poprzedniej wartości, a my w panice próbujemy sprzedać i... okazuje się że arkusz zleceń po stronie kupna jest prawie pusty. Z przerażeniem widzimy, że próba sprzedaży PKC skończy się kolejnym wystrzałem o 20% tyle że w dół (razem daje to ok 36% straty - katastrofa!). Sfrustrowani tym faktem dajemy zlecenie sprzedaży po bieżącej cenie i... czekamy kilka miesięcy patrząc na niemal zerowy obrót i zsuwającą się systematycznie cenę. W końcu albo udaje nam się sprzedać po jakichś 25% poniżej ceny zakupu, albo wręcz wyrzucamy je rozpaczliwym PKC. Ewentualnie zakopujemy kapitał na wiele długich i ciężkich miesięcy stając się inwestorem długoterminowym (patrz błąd nr1). Mało płynne spółki to potencjalna trucizna i zbyt duży hazard. Przekonałem się doświadczalnie, że gra na takiej spółce uniemożliwia stosowanie jakiejkolwiek sensownej strategii. Nie daje nawet szansy na sensowne stosowanie zleceń obronnych. W czasie hossy na takich spółkach można próbować strzałów jak na loterii, ale w czasie bessy należy unikać ich szerokim kołem. Lepsza spółka o nieco mniejszych perespektywach wzrostu, ale taka, która umożliwia rozsądne wejście i wyjście w każdym momencie. Jeśli ruchy na spółkach z WIG20 są dla ciebie za małe, to już lepiej spróbuj grać na kontraktach. Ale uwaga! Kontrakt na akcje pewnej spółki może mieć o kilka rzędów wielkości mniejszą płynność niż jej akcje.
cdn.

27 paź 2008

Przyzwyczajenia a zmienność rynku

Zmienność rynku rośnie z wielu przyczyn: rosnąca niepewność uczestników rynku, co do jego kierunku rozwoju, dramatyczne wydarzenia w gospodarce itp. Jest jednak jedna przyczyna, która jest rzadko podawana, a która jest dość ciekawa. Jest nią przyzwyczajenie graczy do pewnych wielkości liczbowych. Jak to możliwe, że coś takiego mogłoby wpłynąć na zmienność?

Jak wiadomo wszyscy do czegoś się przyzwyczajamy. Inwestorzy na GPW na przykład w ostatnich latach przyzwyczaili się do tego, że "naturalny" poziom WIG20 to z grubsza 3000 punktów. Oczywiście jak to na giełdzie: zawsze są wahania, jednak 4000 czy powiedzmy 2500 to pewna odchyłka do zaakceptowania przez nasz mózg. Jednak jeśli typowe poziomy nagle zmieniają się gwałtownie, to nie potrafi on nagle przestawić się, co może dawać ciekawe efekty.

Zjawisko takie nazywane jest czasem hakami psychologicznymi. Przyjrzyjmy mu się bliżej: dla WIG'u 20 o wartości 4000 punktów zmiana o 100 punktów, to 2.5% a więc nie tak znowu dużo: nieraz zdarzają się takie dzienne zmiany. Dla poziomu 2500 te 100 punktów to już 4%. Ale gdy piszę te słowa WIG20 znajduje się już na poziomie 1500 punktów po zjeździe o 900 punktów w ciągu miesiąca! Dla poziomu 1500 punktów 100 punktów dziennej zmiany to już 6.67%. Taka zmiana to bardzo dużo. Jednak jest bardzo wielu inwestorów, którzy przyzwyczajają się do analizy zmian punktowych a nie procentowych i patrzą na ruchy indeksu jak przez szkło powiększające. Są skłonni do uznawania takich samych wahań indeksu (procentowych) jako mniejszych niż zwykle (w końcu punktowo są one mniejsze) i co za tym idzie skłonni do agresywniejszej gry. Dodajmy do tego grających intensywnie na konktraktach i opcjach, którzy faktycznie tracą i zyskują tyle samo dla tych samych zmian punktowych a nie procentowych (i dla których spadek wartości indeksu oznacza mocne zdelewarowanie gry, a dla niektórych to oznacza mniejszą adrenalinę i generalnie nudę) i nie powinno być dziwne dlaczego prawdopodobieństwo dużych jazd indeksu w dwie strony jest obecnie większe.

Jeśli trend spadkowy zmieni się w boczny lub łagodnie rosnący (spadający), to po pewnym czasie zmienność spadnie, a wszyscy przyzwyczają się do nowych poziomów i wartości zmian dziennych. Aż do czasu, znów pojawi się ostry i dramatyczny trend, który wybije giełdę z poziomu równowagi. Ciekawym wnioskiem, który płynie z tych rozważań i który jest zgodny z moimi obserwacjami wykresów jest to, że: zmienność spada powoli przez długi okres czasu, po którym następuje szybkie, ostre wybicie, krótki okres wzrostu (kulminacja i przesilenie trendu)i znów powolne spadki. Pewnie dałoby się to zbadać matematycznie, ale nie mam niestety na to czasu.

16 wrz 2008

Spadki jako szansa

Dziś chciałbym napisać o czymś, na co rzadko zwraca się uwagę. Hossa na giełdzie to najprostsza okazja do zarabiania, bessa też daje szansę na zarobki na krótkich pozycjach lub korektach, ale jest to trudniejsze i zazwyczaj większość graczy traci pieniądze w czasie spadków. Jednak bessa (a właściwie jej koniec) przynosi jeszcze jeden pozytyw. Jest nim zmniejszenie kosztów gry na instrumentach pochodnych takich jak np. kontrakty na akcje czy indeks. Zmniejszenie kosztów gry oznacza, że wartość pojedynczego kontraktu jaki będziemy kontrolować po zakupie jest mniejsza, co ułatwia zmniejszenie dźwigni do sensownego poziomu (dlaczego nie należy przesadzać z dźwignią można przeczytać w tym wpisie i w tym wpisie). Jak to działa:
  • WIG20 w szczytowym momencie miał wartość ok. 4000 punktów, a ponieważ kontrakt na ten indeks ma mnożnik 10 (jeden punkt to 10zł), to otwarcie jednej pozycji kontraktu oznaczało kontrolowanie 40000zł. Aby kupić jeden kontrakt według jego specyfikacji musimy mieć conajmnie 10,9% z całej sumy jako depozyt (patrz np. tutaj) czyli 4360zł. Załóżmy jednak, że nie chcemy użyć maksymalnej dostępnej nam dźwigni i na grę na kontrakcie przeznaczamy 8000zł. Nasz faktyczny lewar wynosi wówczas: 8000:40000 = 1:5. Oznacza to, że każdy ruch indeksu o 1% da nam 5% zmianę wartości naszego kapitału 8000zł.
  • Obecnie WIG20 ma wartość ok 2350 punktów i nadal spada. Dla ułatwienia obliczeń załóżmy, że spadnie jeszcze do 2000 (co wydaje się prawdopodobne). Wówczas jeden kontrakt kontroluje tylko 20000zł, więc przeznaczając 8000zł na grę uzyskujemy lewar w wysokości 8000:20000 = 1: 2.5 a więc dwa razy mniejszy niż poprzednio. Każdy ruch indeksu o 1% da nam zmianę naszego kapitału o 2.5%.
Mniejszy lewar przy założeniu takiego samego ryzyka procentowego (ryzyko oczywiście dotyczy całego naszego kapitału lub kapitału wykorzystywanego do gry, a NIE wartości kontraktu, czy wartości depozytu) oznacza szerszy stop loss co daje nam większą elastyczność gry. Zobaczmy to na liczbach w tych samych przypadkach co powyżej:
  • Załóżmy, że akceptowalne ryzyko to 5%, co równe jest 400zł (dla naszego kapitału 8000zł przeznaczonego do gry na kontrakcie W20). Oznacza to, że SL może mieć wartość do 40 punktów, czyli 1% wartości indeksu. A więc 1% ruch w złym dla nas kierunku spowoduje zamknięcie pozycji na SL.
  • Dla indeksu wartego 2000 punktów te 400zł ryzyka (czyli 5% kapitału, bo nadal jest to to samo) daje nam SL również wart 40 punktów - ta liczba się nie zmienia. Ale... jest to 2% wartości indeksu. Czyli dopiero ruch o 2% w złym kierunku realizuje zlecenie SL. Łatwo domyślić się, że będziemy rzadziej wyrzucani z rynku co da nam więcej szans na zarobienie PRZY DOKŁADNIE TAKIM SAMYM RYZYKU DLA NASZEGO KAPITAŁU!
WIG20 to nie wszystko, popatrzmy na kontrakty na akcje. Specyfikacja takich kontraktów określa, że jeden kontrakt oznacza zakup/krótką sprzedaż pakietu 100 akcji. Tak więc na przykład:
  • Rok temu jedna akcja PKN Orlen warta była ok 60zł co oznaczało 6000zł na kontrakt, obecnie jest to 30zł, czyli 3000zł na kontrakt.
  • Rok temu jedna akcja KGHM warta była ok 140zł co oznaczało 14000zł na kontrakt, obecnie jest to 60zł, czyli 6000zł na kontrakt.
Nie wszystkie akcje w ostatnich miesiącach taniały tak mocno. Dla przykładu TP SA od kilku lat waha się w zakresie 20-30zł. Ogólnie mówiąc jednak bessa obniża próg wejścia na giełdę, a w szczególności do instrumentów pochodnych. Przed wejściem w nie warto jest poczytać trochę o zasadach ich działania, wszystko sobie pokalkulować i przygotować plan. Nie należy jednak bać się ani samych instrumentów ani spadków na rynkach. Jak widać w spadkach także można znaleźć coś pozytywnego.

5 wrz 2008

Trend is your friend

Trend powinien być uznawany tak długo dopóki trwa. Trend wyznaczany powinien być przy pomocy linii trendu. Zazwyczaj uznaje się, że im więcej razy kurs odbije się od linii trendu tym trend jest silniejszy. Oczywiście kiedyś linia trendu zostanie przebita i trend się zmieni. Jednak kiedy kurs zbliża się do linii trzeba uznać, że bardziej prawdopodobne jest odbicie się od linii, a nie przebicie. Niektórzy twierdzą, że gdy trend odbił się już kilka razy od linii to prawdopodobieństwo zmiany kierunku jest większe. Dlaczego? Czy wyrzucenie 10 razy z rzędu reszki powoduje, że 11 raz szansa na reszkę jest mniejsza niż na orła? (Patrz mój poprzedni wpis Jak wyrzucić orła?) Czasem przypadkiem trafią, gdy trend jest słaby i przy trzecim czy czwartym teście linia zostanie przebita. Jednak ignorując zasadę "trend is your friend" tracą szansę na zarobki w tych długich, wyczerpujących trendach, które w praktyce są najlepszą okazją do zarobków w chaotycznym świecie giełdy. Przykład pierwszy z pod ręki. Wykres WIG20 z zamknięcia dnia wczorajszego (tj. 04.09.2008):
Trend trwa już prawie 10 miesięcy a kurs odbił się już 4 razy od linii trendu i właśnie testuje ją po raz 5. Ktoś, kto chce inwestować długoterminowo powinien otworzyć krótką pozycję w grudniu (po pierwszym odbiciu, które faktycznie uformowało linię trendu, wcześniej nie było jej co oczywiste) i nadal przy niej trwać, cieszyć się z zysków i zamknąć dopiero po skutecznym przebiciu trendu (czyli wejściu o ok 2-3% ponad linię). Kto chce grać krótkoterminowo może otwierać pozycje krótkie w okolicy linii trendu i zamykać je niżej szukając dołków. W dołkach otwierać pozycje długie i zamykać je po dojściu do linii trendu. Wystarczy, że trend zostanie zachowany w co najmniej 2 próbach i nasz zarobek będzie niemal pewny.

Kiedyś trend się skończy i podążając za nim doznamy straty, ale ucinając ją w porę nie stracimy dużo zachowując większość zysków. Po co więc ryzykować grając po prąd? Skoro kurs odbił się już 4 razy, to czemu nie miałby odbić się po raz 5. A więc czyś inwestor długoterminowy, czy spekulant pamiętaj: trend is your friend.

PS: Dziś WIG20 jest już 2.5% na minusie, więc wygląda na to, że i tym razem trend zostanie zachowany, a kolejną próbę przełamania linii trendu można uznać za nieudaną. Ciekawe jak głębokie będą spadki tym razem?

11 mar 2008

Trendy

Jedną z podstawowych czynności jakie powinien wykonać każdy potencjalny inwestor jest zbadanie trendów panujących na rynku. Znajomość trendów o różnym horyzoncie czasowym jest ważna zarówno dla inwestora długoterminowego jak i dla krótkoterminowego spekulanta. Oto dlaczego:
  • Inwestor długoterminowy: inwestuje zgodnie z trendami o dłuższych horyzontach czasowych, ale punkt wejścia i wyjścia określa na podstawie trendów o krótszym horyzoncie czasowym.
  • Inwestor krótkoterminowy inwestuje zgodnie z trendami krótkoterminowymi, ale znajomość trendu długoterminowego ułatwia mu przewidzenie zmian w trendach krótszych a także ich zakres czasowy i wartościowy.

Trendy podzielę na trzy kategorie: długoterminowe, średnioterminowe i krótkoterminowe.
  • Trend długoterminowy - jego zakres czasowy to od 3 do 10 lat (lub nawet więcej). Obecnie nasza giełda znajduje się w trendzie wzrostowym. Wykres można obejrzeć np. tutaj: http://stooq.pl/q/?s=wig20&c=30y&t=c&a=lg&b=0 Punkty wyznaczające linię trendu to dołki z polowy lat 90 oraz dołki po kryzysie dot-comów z lat 2001 i 2002. Obecnie linia tego trendu znajduje się na poziomie ok 1800 punktów.
  • Trend średnioterminowy - jego zakres czasowy to od 6 miesięcy do 2-3 lat. Obecnie znajduje się w trendzie spadkowym: http://stooq.pl/q/?s=wig20&c=3y&t=c&a=lg&b=0 Zmiana trendu nastąpiła w pierwszej połowie grudnia 2007 kiedy kurs przebił linię trendu hossy trwającej ostatnie kilka lat.
  • Trend krótkoterminowy - zakres czasowy: od 2-3 tygodni do 6 miesięcy. http://stooq.pl/q/?s=wig20&c=5m&t=c&a=lg&b=0 Od połowy stycznia, po silnych styczniowych spadkach giełda trwała w słabym trendzie wzrostowym. Trend ten wytracił impet i następnie załamał się pod koniec lutego, dlatego obecnie oceniam go jako trend boczny. Wzrosty w ostatnich dwóch dniach być może rozpoczynają trend wzrostowy.

Tyle o trendach. Wkrótce przedstawię swoją strategię na różne sytuacje będące kombinacją tych trzech rodzajów trendów. Najpierw jednak jeszcze kilka postów teoretycznych aby ugruntować sobie bazę dla przyszłych artykułów.

Disclaimer:
blog ten
jest blogiem hobbystyczno-edukacyjnym. Jego treść nie powinna być interpretowana jako rekomendacja jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych. Autor nie jest zarejestrowanym doradcą finansowym w Polsce, a wszelkie decyzje inwestycyjne są wyłączną odpowiedzialnością czytelnika.