2009-06-20

iMoney - recenzja

W ostatnim wpisie pisałem o gadżetach i automatach ułatwiających życie graczowi giełdowemu. Jeśli ktoś jest programistą, może stworzyć sobie własne narzędzia idealnie dostosowane do swoich potrzeb. Jeśli nie, to niestety musi skorzystać z czegoś dostępnego na rynku. Dzisiaj zamieszczam więc krótką recenzję jednego z tego typu rozwiązań. Jest to aplikacja iMoney dostępna za darmo na portalu money.pl dla wszystkich korzystających z iPhona (za pomocą iTunes store). Mam nadzieję, że nie nikt nie potraktuje tego tekstu jako natrętnej reklamy. Postaram się pozostać maksymalnie obiektywnym. Jeśli chcecie natomiast przeczytać opis aplikacji dostarczany przez producenta, możecie to zrobić na stronie imoney.pl.

Osobiście nie jestem zwolennikiem ciągłego patrzenia na kursy i wolę robić to raczej raz dziennie, a czasem nawet rzadziej. Wolę jeśli dobre zlecenie stop loss czuwa zamiast mnie. Wiem jednak, że wiele osób gra inaczej - śledząc wciąż kursy spółek i indeksów i dokonując mnóstwa transakcji w ciągu dnia. Dla nich iMoney będzie jak sądzę dobrym rozwiązaniem. Dzięki dość przejrzystemu interfejsowi już na pierwszy rzut oka widać co właśnie dzieje się na rynku. Można wybrać kilka walorów i "mieć na nie oko", a nawet podglądać ich wykres. Spółki można dowolnie wybierać z listy i w różnej kolejności i konfiguracji umieszczać na liście szybkiego podglądu. Można także podglądać kursy walut i funduszy inwestycyjnych lecz te niestety są aktualizowane tylko raz dziennie (dane spółek aktualizowane są z 15-minutowym opóźnieniem). Sam wykres zaś może pokazywać różne zakresy czasu - od 1 dnia do 2 lat. Ach, gdyby jeszcze można było wziąć rysik i namalować na nim linię trendu :-) Ale tutaj to już przesadzam, choć w którejś z kolejnych wersji kto wie.

Podsumowując, jest to prosty, ale ciekawy gadżet dla posiadaczy iPhonów, którzy lubią na bieżąco znać kursy akcji. Biorąc pod uwagę, że jest to aplikacja darmowa jest godna polecenia dla wszystkich oszczędnych graczy. Aplikacja nie ma zbyt wielu zaawansowanych funkcji, ale to do czego została zrobiona, to jest prezentowanie aktualnych danych, wykonuje znakomicie. Trudno byłoby oczekiwać więcej za taką cenę. Osobiście nie jestem zwolennikiem ślęczenia przez cały dzień nad kursami, ale z drugiej strony... Może właśnie dzięki temu gadżetowi opanuję w trakcie pracy chęć otwierania stron z notowaniami. Będzie sobie leżał spokojnie z boku, a ja będę pracował i zerkając czasem na niego upewniał się, że wszystko jest ok. Realne? Zobaczymy, ale warto sprawdzić.

2009-06-04

Jak konsekwentnie realizować swoją strategię.

Większość ludzi, a w szczególności inwestujących na giełdzie jest bardzo dobra w tworzeniu planów i strategii. Wiele z nich jest słabych i nie ma dużego sensu. Z czasem jednak, zdobywając doświadczenie, czytając różne źródła poświęcone tematowi i ucząc się od lepszych, tworzymy styl działania i zbiór zasad odpowiednich dla nas. Zwykle są one dochodowe i mają sens. To nie oznacza jednak, że zaczniemy dzięki nim od razu zarabiać. Większość ludzi tak naprawdę nie zarabia pomimo posiadania niezłych strategii gry. Czemu? Problemem jest konsekwencja.

Żadna strategia nie daje 100% skuteczności. Czasem wprowadzi na w błąd sprowadzając straty. Do tego dochodzi czynnik przypadkowości (obecny w każdej grze, na giełdzie także) i psychologia. Ta wybuchowa mieszanka powoduje, że mamy problemy z konsekwentnym stosowaniem reguł. Przyznaję, że i ja mam z tym problem. Często nie sprzedaję gdy powinienem mówiąc sobie "po co sprzedawać na stracie skoro kurs zaraz odbije" albo nie kupuję mówiąc "to zbyt ryzykowne, na pewno nie uda się". Nawet jeśli fakty przeczą temu zdarza mi się reagować irracjonalnie. Dlatego obecnie wielki nacisk staram się kłaść właśnie na zwiększanie konsekwencji w stosowaniu obranej strategii, która jak sądzę jest niezła. Oto jak próbuję to robić:

  • Notowanie transakcji i częste przeglądy wstecz. Dzięki temu nabywam świadomość tego co robię źle. Widzę ile pieniędzy straciłem przez brak konsekwencji i motywuje mnie to do przestrzegania zasad. Wydaje mi się, że dzięki notowaniu i przeglądom coraz rzadziej gram wbrew regułom, mimo to nadal często działam pod wpływem chwili, co dowodzi, że takie działania nie są wystarczające.
  • Gadżety i automaty. Jako gadżet bawiłem się ostatnio iPodem, na którym wypróbowywałem aplikację giełdową. Opiszę to w zupełnie innym wpisie. Jeśli chodzi o automaty, to rozwijam własną aplikację giełdową. To bardzo dobre podejście, bo automat może zastąpić człowieka właśnie tam, gdzie słabości ludzkie stoją na przeszkodzie w odniesieniu sukcesu, a gdzie żelazna konsekwencja programu komputerowego może pomóc. Działanie zgodnie z zaprogramowanym algorytmem odpowiadającym przyjętym wcześniej zasadom pomoże w utrzymywaniu dyscypliny. Wadą jest duża ilość pracy, którą należy poświęcić aby stworzyć taki program. Dlatego rozwijam go powoli, jego stworzenie rozpisane jest na lata. Obecnie potrafi już archiwizować moje transakcje (na razie wprowadzane ręcznie) oraz pobierać aktualne dane z serwisów giełdowych i wysyłać maila z alarmem gdy któraś z moich pozycji przekroczy podanego wcześniej przeze mnie stop lossa. Nadal to mało i wymaga przy każdej transakcji wykonania wielu czynności. Ale jest to dobry krok. O moim programie napiszę jeszcze kiedyś duży i osobny wpis.
  • Samoćwiczenie podczas gry w pokera. Poker to gra bardzo mocno przypominająca grę na giełdzie. Kilka postów niżej można znaleźć dłuższy wpis na ten temat. Gra w pokera uwzględnia spory czynnik losowy w krótkim terminie. W dłuższym wygrywa jednak ten, kto konsekwentnie gra zgodnie z wygrywającą strategią, kto lepiej od innych potrafi opanować swoją psychikę, kto potrafi docisnąć gazu gdy trzeba, a gdy trzeba nacisnąć hamulec. Słowem: jak na giełdzie, tylko że za mniejsze pieniądze. Można grać już w darmowych turniejach, lub otrzymać za darmo 50$ od jednego z portali tematycznych i użyć tej sumy na grę (patrz linki po lewej gdzie jest stosowna reklama, sugeruję aby przed grą przeczytać wszystkie artykuły dostępne na portalu i poćwiczyć na wirtualnych żetonach, tylko wtedy nie będziecie tracić pieniędzy). I jeszcze jedna rada: jeśli boicie się wciągnięcia w hazard to zróbcie założenie takie jak ja: nigdy nie wpłacamy do kasyna własnych pieniędzy. Po utracie darmowej kasy z portalu, grajcie tylko w darmowych turniejach. Poza tym warto pamiętać, że giełda także może przerodzić się w hazard. Poker pozwala na nabranie zdrowego podejścia do gry na grube pieniądze, która odbywa się na giełdzie.
  • Zdobywanie wiedzy i doświadczenia. Czytajcie wszystko co się da na temat giełdy, inwestowania i grania. Ale krytycznie, wiele z tego co przeczytacie to bełkot pisany przez ludzi, którzy sami nie grają ale muszą pisać aby zarabiać właśnie na tym. Nic nie zastąpi także doświadczenia. Na początku trzeba przegrać trochę pieniędzy aby później móc zarabiać. Traktujcie to jako opłatę za lekcję.

2009-06-01

Kiedy skończy się kryzys?

Wiele osób zadaje sobie postawione w tytule pytanie. Odpowiedzi padają różne. Osobiście sądzę, że nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi ponieważ w różnych dziedzinach gospodarki może on skończyć się w innym momencie. Sama próba postawienia konkretnych dat to z resztą jest wróżenie z fusów. Czy będzie trwał kilkanaście lat jak w Japonii, czy może raczej przetoczy się jak burza przez świat i po dwóch latach odejdzie w niepamięć (w zasadzie już dobijamy do dwóch lat, jak pamiętacie w USA kryzys zaczął się w połowie 2007). Nie jestem wyrocznią, więc dokładnego terminu nie podam. Mogę jednak przyjrzeć się przesłankom.
  • Rynki papierów wartościowych. Tutaj kryzys skończy się jako pierwszy. Inwestorzy zawsze próbują z wyprzedzeniem przewidzieć rozwój gospodarki. Większość zwykle się myli, historia pokazuje jednak, że przed końcem kryzysów gospodarczych rynki dynamicznie odbijają. Efekt ten może pochodzić z różnych przyczyn: niektórzy inwestorzy mogą mieć nieopublikowane jeszcze dane z wewnątrz firm świadczące o tym, że najgorsze już minęło (tzw. insiderzy), na rynku jest coraz więcej wolnej i niecierpliwej gotówki (tak, wiem że to personifikacja, tak naprawdę to inwestorzy z gotówką są niecierpliwi), a korzystający z analizy technicznej dostają coraz więcej sygnałów. Czy odbicie z początku tego roku jest takim właśnie ruchem? Trudno powiedzieć na 100%. Może to być po prostu dynamiczna korekta dramatycznych spadków z zeszłego roku. Zobaczymy jak dalekie będą spadki po tej fali wzrostowej. A może wcale ich nie będzie tylko kursy pójdą od razu w górę?
  • Gospodarka. Sytuacja jest niepewna. Zalew wirtualnych pieniędzy jakim raczą nas banki centralne może spowodować pojawienie się inflacji. A co potem? Kolejny krach? System jest coraz bardziej rozchwiany i nie wiadomo kiedy sytuacja wróci do normy. Politycy tymczasem zamiast pozwolić rynkom na samooczyszczenie manipulują przy nich coraz bardziej. Czym to się skończy? Upaństwowieniem systemów bankowych? Zobaczymy. Obawiam się, że kryzys jeszcze potrwa na tym polu.
  • Nieruchomości. Mój poprzedni wpis na blogu dotyczył właśnie nieruchomości. Podejrzewam, że mogą jeszcze trochę potanieć, ale obawiam się że w Polsce nie będzie to już duży spadek. Na pewno znacznie zmalała ilość transakcji na tym rynku, m.in. ze względu na niechęć banków do udzielania kredytów. Kto chce kupić nieruchomość, aby w niej mieszkać nie powinien raczej zwlekać. Pozostałym osobom doradzałbym raczej poczekać.
  • Surowce, energia, ropa naftowa. Ceny spadły znacząco w ostatnim roku. Po części było to spowodowane tym, że ... wcześniej rosły. Część wzrostów spowodowana była intensywną spekulacją, a po jej ustaniu (z powodu kryzysu finansowego) cena spadła gwałtownie. Swoje robi spowolnienie gospodarcze. Nie ma jednak podstaw sądzić, że ceny mogą jeszcze dużo spadać. Świat nadal zużywa dużo ropy naftowej i węgla, a zasoby się kurczą. Cena będzie powoli rosnąć, co może być zaburzone jedynie krótkimi spekulacyjnymi fluktuacjami.
  • Złoto. Złoto zawsze było dobrą i bezpieczną przystanią. Obecnie staje się coraz popularniejsze. Patrząc jednak trzeźwo i obiektywnie na kurs złota w różnych walutach widać, że jego wzrost wartości jedynie (albo aż) odpowiada utracie wartości tychże walut. Można pokusić się więc o stwierdzenie, że złoto w systemie gospodarczym warte jest zawsze tyle samo, a jego nominalna cena uwzględnia inflację. Pozycja w złocie jest więc świetnym ubezpieczeniem antyinflacyjnym i antykryzysowym.

2009-05-11

Nieruchomości. Co dalej?

Dzisiaj dla odmiany temat nie dotyczący bezpośrednio giełdy (jednak pośrednio mający na nią duży wpływ) - rynek nieruchomości. Wiele osób zastanawia się obecnie, czy jest to dobry moment na zakup mieszkania. Osoby te często wstrzymują się z tym od połowy 2007, kiedy pękła bańka na rynku nieruchomości w USA. W kraju tym recesja na rynku nieruchomości jeszcze się nie skończyła, z drugiej strony można tam już znaleźć sporo dobrych okazji. W Polsce sytuacja nie jest tak jednoznaczna.

Jest wiele argumentów zarówno za spadkami cen, jak i wzrostami. Za chwilę je przytoczę. Chciałbym jednak dodać, że ciężko jest mi zdecydować w jaką stronę przechyla się szala. Jeśli spodziewaliście się jasnego stwierdzenia: będzie tak i tak, to przykro mi, że was rozczarowałem. Z drugiej jednak strony chyba lepiej jeśli nie wróżę z fusów i nie próbuję oszukiwać swoich czytelników jak niektórzy "analitycy". Niech każdy sam się zastanowi.

Argumenty za spadkiem cen:
  • Wysoka cena. Co prawda cena jest rzeczą względną i zależy od relacji popytu i podaży, ale są takie dobra i takie ich ceny, w przypadku których można mówić o tym, że przekroczenie pewnego poziomu cen znacząco zredukuje popyt. W przypadku nieruchomości mieszkaniowych jest to możliwość zakupu 1m^2 za średnie wynagrodzenie. Obecnie wynosi ono 3195,56zł i taką średnią cenę za metr można uznać za realną. Oczywiście w dużych miastach, a szczególnie w Warszawie przeciętne wynagrodzenie jest wyższe, ale rzecz jasna nie wynosi 6tys. zł. a tyle co najmniej nadal trzeba wydać za kupkę cegieł złączoną zaprawą zwaną domem. Przy takich cenach tylko fakt, że większość mieszkań kupuje się na kredyt, może napędzać popyt. O kredytach kolejne punkty.
  • Nasycenie rynku kredytowego. Po boomie jaki miał miejsce w ostatnich kilku lat, co raz mniej jest osób, które jeszcze kredyt mogą/chcą/potrzebują wziąć. Niektórzy mówią złośliwie, że ci co mieli wziąć kredyty to już je wzięli. Jest to oczywiście pewna przesada, ale jest w tym trochę prawdy.
  • Pogarszające się warunki kredytów. Banki niepewne jutra zaciskają pętle na szyjach obecnych kredytobiorców i śrubują warunki brania nowych kredytów. Nie tylko więc wysycha coraz bardziej źródło potencjalnych nabywców (spada popyt), ale na rynek może trafiać coraz więcej mieszkań z licytacji bądź sprzedanych przez kredytobiorców tuż przed utratą płynności (wzrasta podaż).
  • Wiele rozpoczętych inwestycji, często na kredyt. Inwestorzy mogą chcieć sprzedać je po kosztach, albo nawet nieco poniżej kosztów tylko po to by nie zbankrutować. Nieruchomości pozostawione po bankrutujących deweloperach także będą oczywiście dość tanie.
Argumenty za wzrostem cen:
  • Nadciągająca inflacja. Zalewanie rynków pieniądzem stało się obecnie dominującym trendem w działaniach banków centralnych i rządów we wszystkich niemal najbogatszych krajach. Organizacje takie jak UE, czy WTO już wręcz zaczynają narzucać mniejszym krajom wprowadzenie tego samego u siebie. Jeśli dodamy do tego rosnące wydatki socjalne, wzrost podatków i niewydolność systemów emerytalnych w starzejących się społeczeństwa, to diagnoza może być tylko jedna: może nie dziś, może za rok lub dwa, ale świat nie obroni się przed nadciągającą inflacją. Wówczas bańka spekulacyjna sprzed dwóch lat, to będzie tylko błąd zaokrąglenia na wykresach. Będziemy świadkami kolejnych spektakularnych baniek, które będą pompować ceny, w tym także nieruchomości. Rzecz jasna pieniądz w obiegu straci wówczas na wartości, a realna cena nieruchomości pozostanie bez zmian. Skoro jednak prognozujemy cenę, a nie wartość, to należy uznać to za czynnik sugerujący wzrost.
  • Niedobór mieszkań w Polsce. Rynek nieruchomości jest u nas specyficzny. Wiadomo, że wzrost cen w ostatnich latach powodowały w pewnym stopniu dwie grupy: mieszkańcy UE, dla których po wstąpieniu naszego kraju do wspólnoty nasze mieszkania były po prostu tanie oraz spekulanci kupujący po kilka mieszkań. Jedni i drudzy mogą się teraz wycofać (argument za spadkami), ale nie przeceniałbym ich wpływu. Baza mieszkaniowa w Polsce jest skromna a boom nie zwiększył jej znacząco. Pomimo, że ostatnio co druga firma zmienia branżę na deweloperkę, to w rekordowym 2008 roku oddano ok 165 tys. mieszkań. Warto pamiętać, że wiele wyburzono. Biorąc pod uwagę liczbę ludności w Polsce i średnią wielkość rodziny szybkie kalkulacje mówią mi, że na odnowienie bazy mieszkań dla każdego Polaka potrzeba by 76 lat. Wiele domów stoi oczywiście dłużej, ale są takie co nie dożywają takiego wieku, a nie wziąłem w kalkulacjach pod uwagę tych wyburzanych. Do tego doliczmy jeszcze wracającą właśnie falę emigracji, która w ostatnich dwóch latach sprzedawała mieszkania, a teraz będzie kupować. Jest jescze jedno. Polscy deweloperzy budują mało i dość elitarnie. Przeciętny deweloper buduje jedno, dwa osiedla luksusowych domów i chwali się tym wszędzie gdzie się da. Najczęściej taka "wielka inwestycja" oznacza maks 20 domów po 6-7 tys. zł. za metr. Ile osób może zamieszkać w takiej inwestycji? 50-60? A gdzie trzydzieści kilka milionów? Dla porównania w Hiszpanii, która doznała ciężkiego kryzysu są obecnie nieomal całe misteczka pustych domów, czy rozpoczętych budów.
  • Euro. A w zasadzie dwa Eura. Waluta i mistrzostwa. Obydwa są czynnikami sprzyjającymi inflacji. Wprowadzenie Euro jako waluty w Polsce, o ile się powiedzie, na pewno spowoduje wzrost cen. Mistrzostwa to wielkie wyzwanie dla infrastruktury, którą musi ktoś zbudować, czy chociaż odremontować (choć podobno PKP chce dworce na tą okazję tylko ... umyć). Zmniejszy to jeszcze bardziej dostępność budowlańców i wywinduje ceny materiałów budowlanych.
  • Otwarte granice. Fajnie, że można swobodnie podróżować po całej Europie, dobrze że Polak może pojechać do Anglii i zarabiać tam tyle co Anglik (a przynajmniej tak mu się wydaje). Jednak Anglik może przyjechać też do Polski i tu kupić mieszkanie. Tak więc nie ma się co spodziewać, że ceny tutaj będą niższe niż tam. Niestety wynagrodzenia ciągle jeszcze odstają (patrz też pierwszy punkt).
  • Wyżej pisałem, że jest wiele rozpoczętych inwestycji. To fakt i na pewno w 2009 roku będą zalewać rynek zbijając ceny. Jednak mieszkania buduje się 1-2 lata. W 2008 bardzo dużo firm wstrzymało rozpoczynanie nowych budów. Za 2 lata może odbić się to znaczącym spadkiem podaży i wzrostem cen.
Z tych punktów mogę wysnuć wniosek, że ceny będą trochę spadać, ale raczej niezbyt gwałtownie, jeszcze przez jakiś rok. Potem jednak powinny zacząć znów rosnąć. Najprawdopodobniej spadną za to obroty na tym rynku. Co najmniej 2009 powinien być słaby dla deweloperów. Jeśli dla części z nich potrwa to zbyt długo, to mogą zacząć nerwową wyprzedaż za wszelką cenę, co w końcówce roku może wstrząsnąć rynkiem. W 2010 powinny jednak rozpocząć się wzrosty.

No cóż, miałem nie robić założeń i sugestii. Wydaje mi się jednak, że nie pomylę się jakoś bardzo jeśli napiszę, że jeśli ktoś kupuje mieszkanie, by w nim mieszkać to nie ma sensu aby dłużej czekał. Ważne jest aby rozejrzał się za kredytem o sensownych warunkach, bo z bankami to różnie bywa. Jeśli ktoś chce inwestować, to chyba lepiej aby poczekał na lepszą okazję.

2009-01-09

Lokaty

Po ostatnich kilku miesiącach w trakcie których taniały prawie wszystkie aktywa na świecie (nie wyłączając surowców, może za wyjątkiem złota), prawdziwą hossę zaliczył rynek lokat (a przynajmniej w Polsce). Na pewno run na lokaty podsycany był przez marketing banków zaniepokojonych spadającą płynnością i sytych w kredyty na wiele lat naprzód. Mimo to nagłe zamiłowanie rodaków do lokat może nieco dziwić w kontekście obaw z przed kilku zaledwie miesięcy o to, czy nasze pieniądze w bankach są w ogóle bezpieczne. Chciałbym jednak odpowiedzieć przede wszystkim na podchwytliwe pytanie: czy lokaty są w ogóle opłacalne i czy ma sens "inwestowanie" poprzez nie?

Dużo zależy od tego kim jesteśmy i jaki jest nasz cel. Jeśli chcemy tylko odłożyć pieniądze na remont domu, który planujemy za dwa lata, to lokata zawsze jest dobrym wyborem, jeśli jednak chcemy zbudować kapitał emerytalny lub po prostu wzbogacić się, to jest to fatalna droga. Dla przeciętnego Kowalskiego lokata to także może być dobry pomysł. Skoro nie zna się na giełdzie, ani na żadnym innym rynku i nie ma własnej firmy to powinien odkładać pieniądze właśnie na lokacie. A przynajmniej do czasu jak dokształci się i pozna realia rynkowe. Jednak dla młodego, wykształconego i inteligentnego człowieka sprawa wygląda nieco inaczej. Osoba taka powinna podjąć wysiłek poznania mechanizmów działania różnych rynków i po lepszym lub gorszym opanowaniu ich podjęcia ryzyka. Nie oznacza to od razu spekulowania na giełdzie. Młody człowiek może inwestować swój kapitał na rynku obligacji, złota, nieruchomości lub po prostu zaufać tzw. ekspertom i zakupić udziały w towarzystwie inwestycyjnym (co akurat odradzam). Chodzi jedynie o to aby aktywnie zarządzać swoim kapitałem a nie zakopywać je pod drzewem. Z pewnością znacie biblijną przypowieść o talentach, które pewien człowiek rozdał trzem służącym. Jeden z nich bał się straty, więc nic z nimi nie robił i 100% pierwotnej sumy oddał swemu panu. Pozostali dwaj pomnożyli je obracając nimi. Ich pan oczywiście pochwalił tych obrotnych a zganił biernego. Przypuszczam, że gdyby jeden z tych co obracali talentami stracił na tym, też nie zostałby zganiony, w końcu podjął przecież próbę, ale nie udało mu się. Tak czy inaczej, umieszczając pieniądze na lokacie działacie jak ten bierny sługa - nie korzystacie z tego co zostało wam dane (może zamiast na lokatę dajcie mi te pieniądze, po co mają się marnować).

Dlaczego lokata to marnowanie kapitału? Zróbmy proste obliczenie. Czy możemy wzbogacić się wyłącznie przy pomocy lokat? Załóżmy, że mamy 10000zł. W chwili obecnej przeciętna lokata daje oprocentowanie ok 6-7%. Jednak możemy podjąć trochę wysiłku i znaleźć lepszą. Załóżmy, że trafiamy na super promocję: 9% i że ta promocja daje nam szansę założyć lokatę odnawialną na wiele lat (co przy takich promocjach nigdy nie jest prawdą). Oto wyliczenia:
  • odsetki 9% = +900zł
  • podatek, tzw. Belka -19% zysku = -171zł
  • inflacja, ok 4.5%, dla uproszczenia od kwoty początkowej = -450zł
  • RAZEM: 279zł czyli 2.79% kapitału.
Wow, nasz realny kapitał wzrósł o ... 2.79%. Po 20 latach (!) kwota ta urośnie do 17460.43zł (można to sprawdzić np. na stronie dwagrosze.blogspot.com gdzie jest odpowiedni kalkulator). Chyba jednak nie spełnia to mojej definicji wzbogacenia się. Oczywiście jeśli będziemy odkładać co rok 10000zł to sprawa będzie wyglądać nieco inaczej, bo dostaniemy 263036.97zł. Mimo to, kwota taka nie starczyłaby nawet na małe mieszkanie w Warszawie.

Nie ma więc wyjścia. Jeśli nie jesteś już bogaty i (lub) Twoim celem nie jest po prostu przechowanie wartości, to nie masz wyjścia - musisz inwestować aktywnie. Inaczej kup sztabkę złota i zakop pod jabłonią. Będzie bezpieczniej niż na lokacie, a kto wie, może złoto zdrożeje i zarobisz tak czy inaczej, jest na to obecnie spora szansa. Lokata to, nie tak bezpieczne jakby się wydawało, marnowanie kapitału.

2008-12-30

Giełda i poker

Z wielu sposobów zarabiania/tracenia pieniędzy jakie podejmują ludzie gra w pokera chyba najbardziej przypomina grę na giełdzie. Podobieństwa są uderzające, ale na pozór nieoczywiste i zapewne wiele osób ostro zaprotestuje w tym momencie mówiąc "Poker to hazard, a ja na giełdzie INWESTUJĘ!". Ktoś inny za to powie "Już dawno mówiłem, że ta cała giełda to hazard niczym nie różniący się od ruletki". Co prawda zgodzę się, że niektórzy na giełdzie inwestują, lecz dotyczy to raczej wyłącznie instytucji i dużych graczy. Pozostali grają nawet jak im się wydaje inaczej. Natomiast gra to nie to samo co hazard!!! Hazard to obstawianie, gra to działanie według zasad przynoszących statystycznie w długim okresie dodatnią wartość oczekiwaną.

Czym dokładnie różni się granie od obstawiania i inwestowania? Może wyjaśnię to na przykładach.
  • Inwestor to osoba, która liczy na dywidendę otrzymywaną z tytułu posiadania akcji lub zysk z tytułu współwłasności dowolnej innej firmy nie będącej spółką akcyjną.- Inwestor to osoba nabywająca nieruchomość w celu zarabiania na jej wynajmie.
  • Gracz to osoba grająca w szachy, scrabble, zazwyczaj w brydża i część innych gier karcianych.
  • Gracz to osoba nabywająca nieruchomości, obligacje, walutę, złoto, akcje czy inne papiery wartościowe w celu sprzedania ich po wyższej cenie (w dowolnym terminie!). Nawet jeśli w 100% trzyma się zasad analizy fundamentalnej i kupuje na 20 lat - jest to gracz, czyli osoba obstawiająca wynik przy pomocy pewnych zasad mających przynieść jej powodzenie.
  • Hazardzista to osoba kupująca dowolne aktywa wymienione wcześniej w sposób czysto przypadkowy, bez planu lub na podstawie bardzo wątpliwych przesłanek (polecenie kolegi, czy opinia na forum).
  • Gracz to osoba grająca w pokera uwzględniająca rachunek prawdopodobieństwa, psychologię oraz zasady zarządzania kapitałem. Taka osoba w krótkim terminie czasem przegrywa gry (czynnik losowy) lecz w długim terminie zazwyczaj zwiększa swój stan posiadania.
  • Hazardzista to osoba grająca w pokera, która liczy wyłącznie na łut szczęścia. Wchodząc do gry z najczęściej przypadkowymi kartami czasem wygrywa lecz w dłuższym terminie bankrutuje.
  • Hazardzista to osoba grająca w gry zawierające w sobie wyłącznie czynnik losowy: ruletkę, totolotka itp. Tak, tak: pozornie niegroźny totolotek to najpopularniejszy hazard na świecie.
Tak więc gra to zupełnie inny sposób zarabiania/tracenia pieniędzy niż hazard, czyli obstawianie i jeszcze czym innym jest inwestowanie. Mimo to nieporozumienia w tej kwestii są częste. Teraz wracam do obiecanego porównania pokera i gry na giełdzie. Przy okazji każdego punktu spróbuję ocenić, czy łatwiej jest grać na giełdzie, czy w pokera.
  • W pokerze podobnie jak i na giełdzie istnieje spory nieprzewidywalny czynnik wpływający na wyniki. Wydaje się, że w pokerze nawet większy, gdyż karty rozdawane są losowo, a na ceny akcji wpływa zachowanie konkretnych ludzi: kupujących i sprzedających. Jednak w praktyce lepiej jest przyjąć inaczej. Pokerem bezwzględnie rządzi twarde prawo rachunku prawdopodobieństwa. Jeśli obliczysz, że masz 60% szans na zwycięstwo, to tak naprawdę jest i wykonując tą samą próbę bardzo dużą liczbę razy - wygrasz 60% rozdań. Na giełdzie takiej pewności nigdy nie masz. Wszelkie zasady głoszące, że coś sprawdza się w x% oparte są nie na matematycznych dowodach jak w pokerze, lecz na badaniu danych historycznych. Musisz więc ufać, że w przyszłości giełda będzie zachowywać się podobnie jak podczas badań, a to nie jest prawdą. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają i giełdy też się zmieniają. Dochodzą nowe branże, nowe sposoby inwestowania, nowe możliwości techniczne, zmienia się nastawienie psychiczne ludzi do giełdy, sytuacja ekonomiczna, polityczna itp. Na giełdzie nic nigdy nie jest takie samo. W pokerze jeśli zasada się nie sprawdziła, to wiesz, że było to tylko tu i teraz, nastepny raz znów powinieneś ją zastosować. Na giełdzie zasady to tylko zbiór mglistych przesłanek, niezależnie od tego czy używasz analizy technicznej czy fundamentalnej, czy czegokolwiek innego. Nie znaczy to oczywiści, że giełda to przypadkowe ruchy cen - na giełdach występują często długotrwałe i wyraźne trendy, a wiele zasad AF czy AT często sprawdza się. Można więc postawić wniosek: gra w pokera jest łatwiejsza i bardziej przewidywalna niż giełda lecz obydwie można próbować przewidywać.
  • Zarówno w pokerze jak i na giełdzie odpowiednie zarządzanie kapitałem to być albo nie być gracza. W pokerze do stołu nie powinno się nigdy zasiadać z sumą większą niż 5-10% kapitału, a do turniejów wieloosobowych (>100) nie powinno się przystępować za wpisowe > niż 1% kapitału. Przyjmując taką regułę ma się przy stole swobodę gry i odwagę w momencie otrzymania dobrej karty. Dla przykładu w odmianie Texas Holdem otrzymanie do ręki dwóch asów daje około 80% szans na zwycięstwo z jednym przeciwnikiem niezależnie od tego co on dostał. Śmiało można więc grać o dużą pulę. Nawet o wszystko co ma się przy stole bowiem na 5 takich gier raz tylko przegramy, a 4 razy podwoimy to co mamy. Poza tym to co mamy przy stole, to przecież tylko 5-10% kapitału. Ale gdybyśmy przystępowali do gry z całym naszym kapitałem, to mielibyśmy 20% szans na ... całkowite bankructwo. Podobnie jest na giełdzie. W konkretnej transakcji musimy ryzykować co najwyżej niewielką część kapitału. Dzięki zastosowaniu zleceń stop loss możemy wchodzić za większą sumę wiedząc, że ryzykujemy tylko tym, co stracimy na zleceniu SL. Ale uwaga: czasem SL to tylko nasze pobożne życzenie - na mało płynnych spółkach możemy stracić dużo więcej niż wartość SL. Dlatego grając na takich zawsze należy używać tylko małego procentu kapitału. Wniosek: odpowiednie zarządzanie kapitałem jest tak samo ważne na giełdzie jak i w pokerze. Bez przeanalizowania tej tematyki prędzej czy później każdy zbankrutuje.
  • Na giełdzie i w pokerze ważna jest samodyscyplina i konsekwencja. Gra w pokera często wygląda tak: "Dostałem dobrą kartę, powinienem z nią grać agresywnie, ale nie zrobiłem tego i wygrałem małą pulę. Następnie dostałem średnią kartę, rozwojową ale samą w sobie słabą. Przeciwnicy są ożywieni i licytują. Mówię sobie super: przebiję jeszcze żeby wygrać więcej, na pewno nic nie mają tylko blefują. Przeciwnik wygrywa sporą pulę dostając w ostatniej chwili szczęśliwą kartę. No ja mu teraz pokażę, na pewno też będę mieć szczęście. Licytuję słabe karty, przebijam jakby nie było jutra, ale przeciwnik znów wygrywa. Ojej, chyba mam pecha, muszę grać mniej agresywnie. Dostaję super kartę-marzenie, ale gram pasywanie bo boję się pecha. Nie podbijam stawki, więc wszyscy przeciwnicy wchodzą do gry. Jeden z nich znów dostaje super karty i wygrywa. Gdybym przebijał pewnie by spasował...". Brak konsekwencji i ciągłe zmienianie stylu gry szybko przynoszą klęskę i zmieniają pokera w hazard. Na giełdzie jest podobnie. Jeśli przyjąłeś pewne zasady i wiesz że są dobrze przemyślane, zweryfikowane tak czy inaczej i powinny przynieść ci sukces, to nie przestawaj ich używać po kilku niepowodzeniach. Rób konsekwentnie swoje a w dłuższym okresie odniesiesz skutek. Oczywiście po dłuższej serii wpadek warto a w zasadzie trzeba, przeanalizować nasz system, czy aby na pewno jest poprawny. Może popełniliśmy błąd w założeniach? Jednak trzeba tą analizę przeprowadzić co najmniej tak rzetelnie jak na początku i nie rezygnować z zasad jeśli po rewizji nadal okażą się poprawne. Konsekwencja w grze jest bardzo ważna. To właśnie ona wraz z odpowiednim zarządzaniem kapitałem pozwalają na wyeliminowanie z wyników czynnika losowego. Zarządzanie kapitałem pozwala przetrwać długie, przypadkowe serie złych wyników (pamiętacie Rosencrantza i Guildensterna i ich rzuty monetą?), a konsekwencja pozwoli na odniesienie zysków w długim terminie, gdy statystyka zacznie dążyć do wartości oczekiwanej. Wniosek: konsekwencja i dyscyplina to podstawa każdej gry,tak samo giełdowej jak i pokera.
  • Opanowanie emocji. To pewnie wszystkim kojarzy się z tzw. pokerową twarzą. Nieokazywanie emocji w grze w pokera na żywo ma oczywiście znaczenie, bo okazywane emocje dają przeciwnikom wskazówki. Jednak w rzeczywistości jest to kwestia marginalna, a w szczególności mało istotna przy grze przez Internet. Chodzi natomiast o coś innego. Mianowicie o grę wyłącznie przy pomocy logiki i przyjętych wcześniej zasad, a nie pod wpływem emocji. Gra pod ich wpływem kończy się zazwyczaj stratami ponieważ jest przypadkowa i pełna złych decyzji. Zarówno w pokerze jak i na giełdzie pojawiają się trzy główne emocje: strach, chciwość i pragnienie rewanżu. Strach pojawia się zazwyczaj po dotkliwych stratach (np. po bessie na giełdzie) i powoduje, że gracz który już przetrwał złośliwości losu nie wygra tyle ile powinien gdy szczęście zacznie mu sprzyjać a zasady gry zaczną przynosić profity. Pokerzysta zagra za zbyt małą stawkę lub spasuje, a gracz giełdowy zignoruje oczywiste sygnały do zajęcia pozycji. Niektórych strach paraliżuje zawsze gdy mają zagrać o większą kwotę. Jednak jeśli masz 1000 żetonów i zawsze będziesz wchodzić wyłącznie gdy w puli jest mniej niż 50 żetonów, to wyraźna poprawa twojego stanu posiadania będzie trwać wieki nawet przy dobrej grze. Przy odpowiedniej karcie można wejść do puli z 500 żetonami lub nawet 1000 - nie należy się tego bać. Drugą z emocji jest chciwość. Gdy widzimy sporą pulę, to chcemy wejść do gry z kompletnie przypadkową kartą licząc na szczęście. Nieważne, że szanse na wygranie są tak nikłe i że nie opłaca nam się ryzykować - gramy na siłę, bo przed chwilą wygraliśmy kilka niezłych pul i czujemy, że karta nam sprzyja. Takie metafizyczne wyjaśnienie wygranych sprzyja... bankructwu, bo to że karta nam sprzyjała nie ma żadnego związku z kolejnym całkowicie przecież niezależnym rozdaniem. Z kolei chęć rewanżu sprawia, że koniecznie chcemy się odegrać i gramy coraz więcej, za coraz większe stawki, w coraz gorszej formie psychicznej (strach/chciwość) i fizycznej (zmęczenie). Coraz więcej też przegrywamy. Gdy czujemy, że zaczynają nami powodować emocje - odejdźmy od gry na pewien czas, zróbmy sobie przerwę, urlop itp. Wniosek: zarówno w pokerze jak i na giełdzie tak samo ważne jest aby grać z neutralnym nastawieniem emocjonalnym - tylko wtedy odniesiemy sukces. Pamiętajmy: pokładanie nadziei, czy przywiązywanie się emocjonalne do kart/spółek to błąd - Kolejna karta jest zła? Spasuj, nie dokładaj do puli. Akcje przynoszą straty? Sprzedaj je, nie uśredniaj ceny.
  • Między pokerem, a giełdą jest jedna znacząca różnica: w pokerze walczysz z konkretnymi przeciwnikami, a na giełdzie w zasadzie nie. W zasadzie, bo teoretycznie w grze uczestniczy mnóstwo osób, jednak w praktyce nie jesteś w stanie powiedzieć kto, jak gra i dlaczego. Analiza zachowań poszczególnych uczestników gry byłaby niezmiernie skomplikowana, dlatego dla uproszczenia możesz przyjąć, że grasz z niematerialnym tworem nazywanym rynkiem. Rynek to zbiorowość, statystycznie tworzą ją przeciętni ludzie, więc aby z nimi wygrać musisz być chociaż minimalnie lepszy od przeciętnej. W pokerze jest łatwiej. Wystarczy, że wyszukasz stolik z graczami słabszymi od siebie, aby móc wygrywać. Możesz być słabym graczem, daleko od przeciętnej. Jednak jeśli masz dar wyszukiwania jeszcze słabszych i odpowiednią cierpliwość aby z nimi grać, to wygrasz. W pokerze nie można unosić się dumą i mówić "z tymi płotkami nie gram" - im słabszy gracz i bardziej szasta pieniędzmi tym lepiej. Wniosek: w pokerze jest łatwiej niż na giełdzie, bo możesz próbować znaleźć słabszych od siebie, na giełdzie bezlitosny rynek karze każdego kto jest poniżej średniej.
Tym artykułem nie miałem zamiaru nikogo zachęcać do gry w pokera. Nie jest to gra dla każdego i nie każdy ma odpowiednie predyspozycje. Osobiście gram w pokera na minimalne stawki lub w darmowych turniejach z nagrodami traktując to jako trening konsekwencji, trzymania się zasad, osobowości gracza i ogólnie jako rozrywkę umysłową. Każdy gracz giełdowy powinien znaleźć sobie swoją własną arenę treningową, która wyda mu się podobna do gry rynkowej i umożliwi ćwiczenie niezbędnych umiejętności. A na zakończenie dodam, że do gry na giełdzie także nie zachęcam - nie jest to dla każdego i nie każdy ma do tego predyspozycje. Jak ze wszystkim w życiu.

2008-12-09

Moje sukcesy

W poprzednich wpisach opisałem główne wpadki. Dziś pokrótce sukcesy ostatniego półtorej roku.

1. Pobicie WIGu. Narzekałem na straty, które co prawda zaliczyłem do kosztów nauki, ale jednak są stratami. Tym niemniej straty te nie są aż tak ciężkie. Nie można co prawda obliczyć dokładnego zwrotu na kapitale za cały okres ze względu na ciągłe wpłaty. Przyjmując jednak średnią wartość portfela w trakcie tych miesięcy i całkowitą stratę mogę obliczyć, że straciłem ok 30-35% Tym czasem WIG20 w tym samym okresie stracił ponad 55%. Będąc więc w trakcie nauki pobiłem główny indeks giełdowy (i zapewne większość funduszy inwestycyjnych, ale o tym z litości już nie piszę). Pobicie indeksu wynikało głównie z pozostałych sukcesów o których piszę dalej.

2. Przemyślana strategia opcyjna. W przeciwieństwie do wielu nieudanych spekulacji, dla opcji zadziałałem w sposób logiczny i przemyślany. Najpierw wymyśliłem strategię, która według teorii powinna przynosić zyski (opiszę ją w innym wpisie), następnie przeliczyłem ją na kartce dla różnych sytuacji, optymistycznych, pesymistycznych, przeciętnych itp. W końcu zastosowałem ją w praktyce w sposób chłodny i precyzyjny. Pomogło mi tu przeświadczenie, że spekulując bez planu na rynku opcji szybko polegnę. Okazało się, że robiąc to z głową można zarobić. Pewien wpływ na zyski miał szalony październik o rzadko spotykanej zmienności na rynku, co nadało opcjom sporych wartości. Jednak nawet pomijając wpływ tego miesiąca wyszedłem na opcjach na plus. Po 7 miesiącach używania mojej strategii mam na opcjach miesięcznie średnio 10% zwrot z kapitału. Po usunięciu października wartość ta spada do ok 6% co i tak uznaję za niezły wynik.

3. Powstrzymanie się od spekulowania w niekorzystnych warunkach.
Udało mi się to dopiero po pewnym czasie więc nawet nie wiem czy na pewno mogę zaliczyć to do sukcesów. Na początku, przez pierwszych kilka miesięcy, czułem ogromną chęć do grania i ciężko było mi się powstrzymać od zakupów akcji. Ciągłe i uporczywe wchodzenie "pod prąd" wbrew trendowi przynosi spore straty nawet przy używaniu zleceń stop loss i rozsądnym zarządzaniu kapitałem. Dlatego dobrą praktyką jest zrobienie sobie przerwy po każdej nieudanej transakcji. Ostatecznie punkt ten zaliczyłem do sukcesów, bo udało mi się skutecznie wprowadzić go w życie w połowie roku, czyli przed najgorszymi spadkami we wrześniu i październiku. Natomiast jeśli ktoś nie potrafi się powstrzymać przed ciągłym graniem (mi nadal mimo wszystko idzie to ciężko), to powinien wybierać instrumenty umożliwiające grę w obydwie strony - wówczas może pozostać aktywny nawet w czasie trendu spadkowego (np. opcje, czy kontrakty terminowe). Jeśli ktoś nie lubi gry na spadki, to obecnie powinien być nieaktywny co najmniej od grudnia 2007.

4. Nauka na błędach.
Wiele z błędów popełniłem tylko raz, lub maksymalnie 2-3 razy. Starałem się zawsze cofać i analizować swoje historyczne posunięcia próbując zrozumieć co zrobiłem źle. Dzięki temu mam nadzieję, że w przyszłości osiągnę lepsze rezultaty, czego życzę także czytelnikom.

Disclaimer:
blog ten
jest blogiem hobbystyczno-edukacyjnym. Jego treść nie powinna być interpretowana jako rekomendacja jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych. Autor nie jest zarejestrowanym doradcą finansowym w Polsce, a wszelkie decyzje inwestycyjne są wyłączną odpowiedzialnością czytelnika.